…ale chyba i tak więcej niż większość ludzi, którym nie chce się ruszyć by zrobić coś, z czego będą dumni.

Kim jestem?

Mam na imię Mateusz Pronobis i na co dzień zajmuję się kilkoma tematami, w tym grami w wydawnictwie Let’s Play. Być może zbyt wieloma. Podobno warto się zajmować najwyżej dwoma żeby nie zwariować. Nie wiem, czy też tak macie, czy nie ale ja prawie wszędzie widzę okazję do biznesu. Myję zęby i myślę o tej paście, że może by tak produkować taką, która ułatwia zasypianie. Patrzę na las i już oczami wyobraźni widzę tartak. Rżniemy drewno i sprzedajemy. Pracuję na laptopie i zastanawiam się, za ile można by sprzedać go na części. Patrzę na kryptowaluty i widzę w głowie, jak tworzę brand, stawiam stronę i zaczynam sprzedawać tzw. koparki.

Czytam książkę i myślę, że fajnie byłoby je wydawać i jeździć na targi. W końcu wszystko jest warte zaciągnięcia się nową książką 🙂 Jak już o zaciąganiu się wyrobami papierniczymi mowa, to nie mogło tutaj zabraknąć gier. Patrzę na te gry, dotykami ich, otwieram, przeglądam, przerzucam elementy z ręki do ręki, czy wreszcie gram i myślę, jak stworzyć i sprzedać milion gier. Liczba z kosmosu? Nie dla mnie. Wiem, że to osiągnę. Kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy już za mną. Teraz trzeba zwiększyć skalę.

Wielość pomysłów.

Przykładów jest masa, mam pierdyliard pomysłów na minutę i to mnie wnerwia. Serio. Było dużo rzeczy w moim życiu, które rozpocząłem zajarany ich nowością ale nigdy ich nie dokończyłem. Niedokończone projekty kosztowały czas, często trochę pieniędzy a czasem też nerwów. Nigdy się nie zwróciły. Umarły gdzieś na końcu internetu lub w zapomnianym folderze.

Poczułem się właśnie jak Dexter w jednym z odcinków kreskówki “Dexter’s Laboratory”, które oglądałem jako dziecko. W odcinku tym Dexter dotarł do zapomnianej części swojego laboratorium, które było naszpikowane porzuconymi wynalazkami. Nie wiedział jednak, jak wrócić, ponieważ to było bardzo duże laboratorium (oczywiście pod domkiem jednorodzinnym). Niektóre z nich mu pomagały, ale większość chciała mu utrzeć nosa za to, że je porzucił. Smuteczek.

Jest w tym jednak jakaś prawda. Znacie to uczucie? W pewnym momencie dowiadujesz się, że ktoś robi coś, o czym ty myślałeś a teraz to on zarabia na tym kasę a ty nie, bo tego nie zrobiłeś. Jak jednak inaczej mielibyśmy się czegoś nauczyć by pójść krok dalej? Musimy po drodzę trochę nawywijać, poczuć na własnej skórze porażki, by dojść do sensownych wniosków.

To pierwszy tekst na moim blogu. Oczywiście, jak czytam czasem blogi innych to od razu sobie myślę “ja też będę pisał”. No więc pisałem, ale nigdy bloga. Za to sporo poezji. Nie wiem skąd to się u mnie wzięło. Choć jakoś nie pasuje to do mojego stylu życia, to wciąż nachodzi mnie wena, wpadam we flow i teksty się tworzą nie wiadomo skąd.

Postanowiłem blogować.

Skąd pomysł na pisanie bloga? Intuicja mi to podpowiada. Nie czuję jednak pisania na zwykłym kompie. Wziąłem do tego celu małego poręcznego laptopa, żeby móc pisać tam, gdzie będę miał ochotę, bez ograniczeń. Nigdy nie wiadomo, gdzie najdzie nas wena. Jest fajnie, atmosfera z nim jest bardziej intymna. No i wreszcie trzyma na baterii kilka godzin (moje małe marzenie się spełniło).

To świetne mieć pod ręką technologię, która umożliwia ci prawie wszystko, co jest w tych czasach potrzebne do zarabiania pieniędzy. Do tej pory miałem laptopa 17” dla graczy, choć służył głównie do pracy a nie do grania. Kloc ważył ze 3kg (z zasilaczem 4,5) i nie mieścił się do żadnej torby na laptopa, to też musiałem zakupić specjalny plecak… ale za to jak wyglądał! Budził strach i zdziwienie u gawiedzi, jak już go wyciągnąłem w miejscu publicznym. To tak, jakbyś podjechał po oranżadę do sklepu na wsi Lamborghini.

Będę pisał.

O czym będę pisał? Na pewno nie będę recenzował gier, ponieważ raz, że tego nie czuję i kompletnie nie mam na to czasu, a dwa – jest sporo fajnych recenzentów, którzy już to robią. To będzie mój prywatny blog, mój pogląd na ten świat pod pryzmatem branży gier karcianych i planszowych.

Na pewno będę sporo pisał o sprawach biznesowych, ponieważ rozkręcanie biznesu i ciągły rozwój jara mnie, jak mało co. Mam trochę wiedzy na ten temat, którą zdobyłem głównie poprzez realne doświadczenie przez kilka lat prowadzenia wydawnictwa Let’s Play i innych projektów. Może o nas słyszałeś, może nie… a jeśli nie to prawie na pewno słyszałeś o grze Arkana Miłości, czy  Labyrinth, które są bardziej znane niż sam brand wydawnictwa.

…także o pieniądzach.

Często będę poruszał temat pieniędzy. Dlaczego? Ponieważ mam dość ukrywania, że nie są one ważne. Są bardzo ważne w dzisiejszych czasach. Jak nie masz pieniędzy to jesteś w dupie. Jak masz pieniądze, ale nie masz wiedzy, co z nimi zrobić, to też jesteś w dupie. Przekonałem się o tym nie raz. No chyba, że masz ich szczęśliwym trafem na tyle dużo, że to ty możesz mieć wszystko w dupie. Podejrzewam jednak, że możesz się nie zaliczać do tej grupy ludzi.

Chcesz wydać fajną grę, musisz mieć pieniądze, chcesz sprzedać dobrze grę, musisz mieć pieniądze, chcesz się utrzymać na rynku przez wiele lat, musisz mieć dużo pieniędzy. Utrzymanie kosztuje, błędy kosztują, wszystko kosztuje. Nawet srajtaśma i to, że deszcz pada na dach twojego domu (jest taki podatek, serio). Czekam na opłatę od promieni słonecznych i mrozu.

…i dla siebie.

Będę pisał przede wszystkim dla siebie. W ten sposób układam sobie w głowie wiele tematów, tym bardziej, że znajduję się już w krainie osób po 30 roku życia i zaczynam jeszcze poważniej zadawać sobie pytania, co dalej, jak, po co, z kim, za co etc. Spisywanie swoich doświadczeń to tak poza tym świetna technika wglądu w przeszłość i możliwość na porównanie wyników w czasie. Wyobraź sobie, że masz 40 lat i od 25 lat piszesz… nazwijmy to pamiętnikiem 😉 Czasem czuję, że gówno osiągnąłem, ale dobrze wiem, że osiągnąłem o wiele więcej niż typowe Janusze Przegrywy, przede wszystkim dzięki grom planszowym, których kilka udało się wydać i utrzymać na rynku.

Czasem jak przeglądam zdjęcia z przeróżnych wydarzeń związanych z grami z naszym udziałem z lat 2009-dziś, to bardziej czuję, co osiągnąłem, a najlepiej jest się komuś tym pochwalić. Tak w ogóle pochwalenie się swoimi osiągnięciami to dobra technika sprzedażowa. Podobno wystarczy to robić raz dziennie, a mamy ku temu wiele profesjonalnych narzędzi poczynając od Facebooka.

Osiągnięcia.

Niestety czasem zapominam o tym uczuciu, że udało się osiągnąć coś naprawdę fajnego na tym rynku głównie poprzez monotonię dnia powszedniego, czy zajmowanie się innym tematem, którym nie powinienem się zajmować. Ten blog będzie mi o tym dodatkowo przypominał a przy okazji zostawię po sobie kolejny ślad. Wydanie gry pozostawia ślad, wydanie autorskich gier i przebicie się przez morze gówna (trudności, błędy, niepowodzenia, hejt itd.) by zostać zauważonym zostawia większy ślad. Ale to nie wszystko, bo cały czas się zastanawiam, jak zrobić, by po mojej śmierci moje gry cały czas się sprzedawały. To będzie wtedy spuścizna.

Będę też pisał także o tym, jaki wpływ ma chociażby otoczenie na rozwój projektu, czy nawet branży, jakich ludzi możemy spotkać, jak wykorzystać losowe zdarzenia, czy nawet jak to wszystko znieść psychicznie i fizycznie. Skoro to blog to będę też pisał niejako na bieżąco. Doświadczę czegoś, zobaczę coś ciekawego, spotkam kogoś, stanie się coś. To wszystko może być inspiracją lub nauczką, którą się z tobą podzielę. Będzie trochę psychologii w tym wszystkim, jestem niejako skrzywiony pod tym kątem 😉

Czas leci.

Grami zajmuję się od 9 lat, kiedy to postanowiliśmy wydać naszą pierwszą grę. Postanowiliśmy bo było nas dwóch, ja i Kamil, którego poznałem na studiach we Wrocławiu. Studiowaliśmy psychologię. Było zabawnie, szczególnie jak przychodziła sesja. Była też gra, którą opracował Kamil. Po kilku piwach postanowiliśmy ją wydać. Nie będę jej wspominał, nie tutaj. To była katastrofa. W pewnym momencie tak uważałem. Teraz tak nie sądzę. Gdyby nie masa trudności, które musieliśmy pokonać, nie wydalibyśmy kolejnych gier. Nie była to więc taka klapa, bo cały nakład 500 egz. udało się sprzedać. Co prawda była to przeprawa przez zasieki, ale czego się nie robi dla realizacji marzeń o zostaniu wydawcą! 😀

Być wydawcą!

Zostałem więc wydawcą. Było to dziwne uczucie. Nie czułem tego, że jestem wydawcą. Czułem, że założyłem firmę, że wydrukowaliśmy grę i ją sprzedawaliśmy. Do wydawcy mentalnie dorastałem kilka lat. To była po prostu firma realizująca swoje projekty, produkująca gry (a raczej zlecająca wydruk w drukarni). Gdzie nam było do takich wydawnictw, jak Trefl… oni mogli się tak nazywać.

Mimo wszystko, jako wydawca mam trochę inny pogląd na branżę gier niż ktoś kto w gry tylko gra lub je recenzuje. Nie raz na pewno zwrócę uwagę na szczegóły, o których nawet byś nie pomyślał, jak choćby to, że czasem większe pudełko może być tańsze w produkcji niż mniejsze, przez co gra na półce w sklepie będzie tańsza.

Doświadczenie.

Mam ochotę podzielić się swoim doświadczeniem, ponieważ miło będzie, jak ktoś kiedyś w przyszłości do mnie podejdzie na konwencie/targach i powie, że moje teksty pozwoliły lepiej ułożyć biznes, lepiej przygotować projekt gry, lepiej się sprzedać, czy wreszcie choć trochę zainspirować do działania. Nie wiem, czy jestem na to za młody, czy nie, ale czuję, że chcę zacząć się dzielić ze światem nie tylko grami ale także wiedzą, nt. ich przygotowania, produkcji, czy sprzedaży.

Pomoże to początkującym wydawcom, autorom gier, czy nawet graczom i osobom grającym sporadycznie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się jaka klapka w głowie przestawi i jaki wniosek lub pomysł przyjdzie ci do głowy. Zrozum, musisz to docenić! Nie po to wypiłem tyle wódki, żeby zdobyć kontakty i doświadczenie. Wątroba już nie ta i nie mogę tyle pić 🙁 Dobra, żartuję sobie trochę ale swoje na konwentach trzeba było wypić 😉 O wątrobę tak naprawdę zawsze dbałem, więc możesz iść ze mną na wódkę. Powód musi być jednak dobry. Nie wystarczy, że akurat szedłeś do pracy i skusił cię monopolowy.

Dziękuję za poświęcony czas. Podobało się? Obserwuj mnie, polub, zostaw lajka, zostaw komentarz 🙂

 

Podobało się?

Nie zapomnij przeczytać innych moich artykułów, m.in.:

   

Pin It on Pinterest