Życie to gra.

Najprawdopodobniej grasz w gry i w sumie nie ważne, czy komputerowe, czy tradycyjne (planszowe i karciane) to takie porównanie do życia wydaje mi się bliskie. Nie masz czasem takiego wrażenia? Nie wiem, kiedy się urodziłeś i w jakich czasach żyłeś, ale załóżmy, że tak jak ja przyszedłeś na świat w latach 80. Ja jestem rocznik 86 (Czarnobyl i takie tam…).

To były “fajne” czasy, ciekawe, szczególnie w Polsce. Czasy wielkich zmian a z początku czasy komuny, ale co ja mogłem pamiętać w wieku kilku lat… nic. Gdyby nie wujek, który miał kamerę na kasety VHS i kręcił różne wydarzenia rodzinne, to byłoby z tym słabo.

Wytężam mózgownicę i zastanawiam się, co tak naprawdę pamiętam naturalnie. Myślę, że tak realnie to od roku 92. Jakieś wakacje nad morzem, zabawy na dworze, szkoła etc. Wyraźnie jednak się to zmieniło, gdy w swoje ręce dorwaliśmy z bratem konsolę Pegasus na duże żółte dyskietki. To był bodajże rok 95. Dyskietki i masę gier pamiętam za to świetnie.

Znowu od nowa…

Gry z cyklu “zawsze w prawo” zapadły mi w pamięć bardzo dobrze. Podobnie, jak w życiu nie było save’ów (zapisu stanu gry). Z reguły szło się na żywioł. Straciłeś wszystkie życia (o ile było ich więcej niż 1), do widzenia. Zaczynasz od nowa. OD NOWA! No dobra, były gry, które niejako zapisywały poziomy, ale po odłączeniu konsoli z prądu znowu zaczynałeś OD NOWA.

Marzeń miałem wtedy niewiele ale jednym z nich była możliwość zapisywania stanu gry. Jakie to by było cudowne… jednak nigdy się nie pojawiło, dopiero na komputerze PC. Konsola zakończyła swój żywot na własne życzenie. Gdy gra kończyła się w nieoczekiwanym momencie, złość była tak wielka, że to małe szare pudełko zawsze fizycznie obrywało. Ostateczny cios – wbiłem w nią śrubokręt bo gra uległa zawieszeniu a ja byłem już tak daleko…

Etapy gry.

Życie to jedna wielka gra. Na każdym jej etapie musimy zapoznać się z nowymi zasadami, pogłówkować jak rozwiązać problemy, pokonać przeszkody, czy po prostu poświęcić sporo czasu by gdzieś dojść. A jak już dojdziemy to nie ma łatwo. Czeka na nas BOSS. Sprawdza on nasze umiejętności, które zdobyliśmy na niższych poziomach. Jeśli go nie pokonamy, nie możemy grać dalej.

W grach jest to ułatwione. Rzeczywiście to widać. Zmienia się sceneria, ekran zaczyna migać, słyszymy inną muzykę, bojowe dźwięki. Wyłazi coś i trzeba to pokonać, bo inaczej to COŚ pokona nas i wtedy cofamy sie by zdobyć więcej doświadczenia. Czasem wystarczy trochę szczęścia, jak w życiu. Tyle, że w prawdziwym życiu nie zawsze wiemy, gdzie ten BOSS się czai.

Pomidory z Biedry.

Wyobrażasz to sobie? 😉 Wracasz z Biedry z pomidorami, wychodzisz zza rogu budynku, a tu jeb! Grzmot z jasnego nieba, ciemno, dźwięki dochodzą nie wiadomo skąd i wyłazi na ciebie COŚ, musisz to pokonać! Nie możesz uciec, nie możesz się obudzić, możesz co najwyżej rzucać pomidorami. Jak nie pokonasz, to zapada ciemność… i nagle budzisz się rok wcześniej.

To by była opcja! Podejrzewam, że wiele osób specjalnie nie próbowałaby pokonać BOSSa żeby tylko pokierować swoim życiem inaczej. Przyjmijmy zatem na potrzeby tego case’u, że nie cofasz się o rok, a rzuca cię o rok do przodu. Tracisz więc rok swojego życia. Co byś wtedy zrobił?

Straciłeś rok, inni poszli do przodu. Rok cię nie było, wygasiły się relacje, kot uciekł z domu w pogoni za jedzeniem, dziewczyna/chłopak nie czekał, ZUS ściga za nieopłacone składki, komornik zabrał wszystkie gry, nie zjawiłeś się na wizycie u endokrynologa na NFZ i znowu musisz czekać 3 lata…

Doświadczenie.

Bardzo dużo można wynieść z gier i przenieść do prawdziwego życia. Z gier się uczymy, inspirujemy się, przeżywamy silne emocje. Pierwsze gry, w które grałem były po angielsku i nie było Google Translatora, po słownik trzeba było dymać do szkolnej biblioteki. W przypadku gier komputerowych trzeba było grać na czuja, wybierać losowo różne opcje i sprawdzać, co się stanie. Często musiałem się domyślać o co chodzi, szczególnie w grach przygodowych.

Gry planszowe.

Na szczęście w moje ręce trafiły też gry planszowe, które były wydane po polsku. Pierwsza moja gra? Prócz tradycyjnych i popularnych (np. bierki, warcaby, chińczyk) to było, z tego co pamiętam Magia i Miecz. Potem dodatki oraz Magiczny Miecz. Przewinął się też standardowo Eurobiznes, w który uwielbiałem grać, bo prawie zawsze wygrywałem, mając w dużo kasy, a inni się tak pięknie wpieniali. Jednak to Magia i Miecz była prawdziwą namiastką nowoczesnych gier planszowych. Choć jakość elementów nie powalała bo plansza była, np. plakatem złożonym na 4 a resztę elementów trzeba było sobie wyciąć nożyczkami, to była w tym magia. Szczególnie wtedy, jak do gry zasiadało się w kilka osób.

Relacje.

Główną siłą nadal są dzisiaj prawdziwe relacje, to że zasiadamy do gry przy jednym stole i zagłębiamy się w świat gry nie patrząc co chwilę na smartfon. Śmiem stwierdzić, że w dzisiejszych czasach to spore wyzwanie odciąć się na kilka godzin od technologii. No cóż, prawie wszyscy jesteśmy od niej uzależnieni. Jeśli myślisz, że nie jesteś, wyłącz swój smartfon i zostaw go w domu na 2 dni. Jeśli naprawdę jesteś w stanie, to fajnie. Ja chyba nie jestem w stanie, ale może dlatego, że smartfon służy mi również do pracy. Dobrze mieć komputer ze stałym łączem internetowym w kieszeni. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w roku 2015 było to moje marzenie… mieć cały stałe łącze w telefonie.

Świat bez gier.

Zastanawiałeś się może jak wyglądałby świat bez gier? Jak wyglądałoby bez nich nasze życie? Przede wszystkim prawdopodobnie technologia nie rozwinęłaby się aż tak w tak krótkim czasie. Nie wiem, czy wiesz, ale to głównie gry zmuszają producentów podzespołów komputerowych do opracowywania coraz to nowszych kart graficznych czy innych współodpowiedzialnych układów. Gry to rozrywka, a rozrywka jest potrzebna w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedyś. Pęd życia sprawia, że jesteśmy znerwicowani. O rozluźniającym czy rozładowującym stres aspekcie gier chyba nie muszę mówić 🙂

Nawet te planszowe to potrafią, choć nie wszystkie ponieważ nic tak bardzo nie denerwuje niektórych osób jak zbliżająca się porażka. Tracą one ochotę do gry a czasem przesadzają z reakcją (wpisz sobie na YT “francis board game” a będziesz wiedział o co mi chodzi) 😉 Załóżmy jednak, że wygrywasz. Nie ma co ukrywać – to bardzo poprawia nastrój. Warto grać i zdobywać doświadczenie, uczyć się nowych strategii rozgrywki oraz oznać całą grę.

Wnioski.

W zasadzie podobnie jak w życiu. Może uda się przy odrobinie szczęścia gdzieś dojść, ale gdy masz większą wiedzę i większe doświadczenie to dojdziesz tam może niekoniecznie szybciej ale mądrzej. Nie popełnisz po drodze tylu błędów, co idąc na pałę. Jeśli znasz dobrze grę, a więc masz wyznaczony cel, do którego dążysz, to jeszcze lepiej. Zostawisz współgraczy w tyle, a oni będa się głowić, jak to się stało. Na pewno tak miałeś. Ja też nie raz siadałem do gry z jakimś przekozakiem, który w kilku ruchach wygrywał grę, nawet jeśli się nie zakończyła ale wszyscy już wiedzieli, że będzie c*%#, dupa i kamieni kupa 😉

Dziękuję za poświęcony czas. Podobało się? Obserwuj mnie, polub, zostaw lajka i komentarz, udostępnij. Będzie mi miło z tego powodu 🙂

 

Podobało się?

Nie zapomnij przeczytać innych moich artykułów, m.in.:

Pin It on Pinterest